
grudzień
2011
„ Z BŁĘKITNĄ FALĄ
MISTRZOSTW EUROPY”
W
związku z Mistrzostwami Europy w Pływaniu, które odbyły się 8-11.12.2011 r.
w Szczecinie, nasze miasto zorganizowało wiele imprez towarzyszących, w tym
Mistrzostwa Szkół Gimnazjalnych w Pływaniu – „ Z błękitną falą Mistrzostw
Europy”. Zawody odbyły się 23 listopada 2011 r. w SP 55 (błękitna) i
wystartowało w nich ponad 160 pływaków
z jedenastu szczecińskich gimnazjów. W zawodach uczestniczyła pływacka
reprezentacja naszej szkoły (członkowie Szkolnego Koła Edukacji Morskiej),
zajmując wysokie lokaty. 
W konkurencjach indywidualnych na 50 m stylem grzbietowym do finału awansowała
Agnieszka Bartnicka, zajmując 4 miejsce w Sczecinie, Paula Borsuk awansowała do
serii finałowej na 50 m stylem dowolnym i motylkowym, zajmując 4 i 5 miejsce, w
stylu klasycznym Kevin Budzisz zakwalifikował się do finału, zdobywając złoty
medal dla naszej szkoły. Nasi pływacy startowali również w sztafecie 4 x 50 m
stylem dowolnym, zajmując 3 miejsce w Szczecinie. Wysoka pozycja naszej reprezentacji
w sztafecie zapewniła nam 3 miejsce w klasyfikacji generalnej szczecińskich
szkół i upragniony puchar.
W trakcie zawodów odbyło się losowanie biletów na
Mistrzostwa Europy w Pływaniu, szczęście uśmiechnęło się do naszej pływaczki
Joanny Fedorowicz – GRATULUJEMY!
kwiecień
2011
W kwietniu
wykonywaliśmy prace porządkowe i bosmańskie na
przystani
Centrum Żeglarskiego w Dąbiu. Przygotowywaliśmy
również jachty do
sezonu żeglarskiego. Natomiast w maju było już tylko
żeglowanie .
foto
styczeń
2011
20
stycznia 2011 roku w SP nr 5 w Szczecinie odbyło się spotkanie
Szkolnych Kół
Edukacji Morskiej na którym podsumowano działalność
kół w roku 2009-2010.
SKEM naszego
liceum uznane zostało jako drugie w regionie za najlepiej działające
koło wśród
szkół średnich. Tak samo
wysoko oceniono działalność naszego gimnazjalnego SKEM,
które otrzymało wyróżnienie. Podziękowania za
ubiegłoroczną działalność w
ramach Regionalnego Programy Edukacji Wodnej i Żeglarskiej otrzymaliśmy
z
rąk pani prezydent
miasta Elżbiety
Masojć.
W
konkursie literackim, opisując swoje wrażenia z rejsu,
wyróżnienie zdobyła
Agnieszka Maćkowiak z klasy II LC
. Jej praca
zamieszczona jest w Zeszytach
Edukacji Morskiej oraz w „Dialogach”. Oba
wydawnictwa dostępne są w czytelni
szkolnej.
październik
2010
Z dziennika
pokładowego…
Dzień
I
Jest
chłodny poniedziałkowy
poranek, normalnie jeszcze bym
spała, ale nie dzisiaj ! Nie w ten wyjątkowy dzień. Wraz z innymi młodymi ludźmi i
ich rodzicami stoję
na nabrzeżu w porcie jachtowym. Tak naprawdę
nie wiem co mnie czeka. Chociaż wszyscy chodzimy do
jednej szkoły
dopiero teraz się poznajemy, zaczynamy ze sobą rozmawiać. Czekamy na
przybycie
kapitana „Daru Szczecina”, gdy przybędzie będziemy mogli zacząć
przygotowywać jacht do rejsu.
19.10
– wypływamy. Podzieleni na wachty:
· w
pierwszej: pan Marek
(I oficer), ja i Kinga;
· w
drugiej: Sandra (II
oficer), Krzysztof i Marysia;
· a w
trzeciej: Przemek
(III oficer) , Paula i Karolina,
możemy
wreszcie zająć swoje koje (tylko bagażami
oczywiście) i ubrani w kapoki stawić się na pokładzie jachtu gotowi do
wykonania zadań.
22.45
– dobijamy do portu w Trzebieży.
Tutaj trzeba
wykonać prace porządkowe –
uprzątnąć pokład , który
wygląda w tej chwili jak plaża koło
Neapolu (pokrywają go piach i kamienie). Potem wyjdziemy wszyscy na
ląd, gdzie
czeka nas lekcja wiązania podstawowych węzłów.
1.30
– w porcie było zimno i głucho, mimo to z
zapałem uczyliśmy się wiązania lin. Teraz zmęczeni
(większość z nas nie miała wcześniej do
czynienia z żeglarstwem) szukamy ukojenia i chwili odpoczynku w
śpiworach,
gwarantujących nam ciepełko, jakiego wszyscy potrzebowaliśmy.
Dzień
II
Choć
sny o węzłach
ciągle plączą mi się po głowie jestem już na pokładzie
–
pierwsza wachta
wstaje najwcześniej L,
do nas należy przygotowywanie posiłków (przynajmniej
do obiadu) i
porządkowanie kambuza.
Po
śniadaniu obieramy
kurs na Świnoujście, zapowiada się ciekawie. Żegnaj dniu zwyczajny
– witaj
przygodo ! Bryzo ! Łagodna morska falo ! Witajcie skurcze żołądka i
morska
chorobo!
Mimo
trudu całego dnia
wieczorem mamy jeszcze ochotę na długie nocne rozmowy, dzielenie się
wrażeniami
i morskie opowieści, czasem straszne, czasem śmieszne, ale zawsze
ciekawe.
Dzień
III
„Trzeci”,
czyli Przemek uczy
nas nazw lin, mówi też jakie jest ich przeznaczenie.
Wszystko musimy
zapamiętać, inaczej nie wyrosną z nas „wilki
morskie”. Najciekawsza wydaje mi
się „Live
lina”, do której można się
przypiąć , kiedy jachtem bardzo buja. Wtedy ratuje ona życie, jednak w
czasie
rejsu tak spokojnego, jak nasz, ta lina powoduje więcej potknięć, niż
wszystkie
inne razem wzięte, niż wszystkie stopnie, progi, itd. Dla nas była ona
nie
„linią życia” , tylko linią „zagrożenia
pokładowego”.
Na
szczęśćcie nauka nie
trwała długo, w końcu opuszczamy port – wpływamy na Zalew
Szczeciński.
Sterowanie tak pięknym żaglowcem jest wspaniałym uczuciem. Trzeba
jednak
wszystko robić z wyczuciem, gdyż jacht reaguje z pewnym
opóźnieniem. Dobry
żeglarz musi dać mu
czas, zrozumieć jego
mowę, nawiązać nic porozumienia, inaczej nigdy nie poczuje tej radości,
która
jest najważniejsza.
Ja
w tej chwili czuję
jednak coś innego – własny żołądek. Dopóki stałam
za sterami był spokojny,
wyczekiwał momentu, kiedy zejdę pod pokład, a on będzie mógł
mi udowodnić kto
jest tutaj „najważniejszy”. Na szczęście nie miał
za wiele siły iS skończyło
się tylko na dokuczaniu (do stu tysięcy par beczek zjajczałego rumu to
ja tutaj
rządzę, a nie on).
Równo rosnąca przy
brzegu roślinność i zadbany port oznajmiały, że wpływamy do Ueckermunde. Pojawia się
nadzieja na
prysznic, na jachcie trzeba oszczędzać wodę, więc ablucji dokonywaliśmy
ostrożnie i wybiórczo L.
Jeeest. Wielka radość żeglarzy „Daru Szczecina”
przypomina tę ze statku Kolumba,
kiedy majtek dostrzegł zbliżający się ląd.
Prysznice są duże, przestronne, a
w nich cudownie ciepła woda. Nic więc dziwnego, że i
robaczki upodobały
sobie to miejsce i strzegły go jak piraci swojego skarbu. W toalecie
jest jeszcze gorzej
– papieru, ukrytego we wnęce,
pilnuje pająk, nie taki zwykły, co to łazi po ścianie, lecz
potwór prawdziwy,
ogromny niczym Moby Dick i równie mocno jak on, budzący
łowieckie
instynkty. Chyba
ponosi mnie
wyobraźnia……… Cóż jestem
kobietą i nie muszę lubić dociekliwych spojrzeń
okropnych pająków. Jednak radość z powodu czystych
włosów przysłoniła mi te
zabójcze spojrzenia i inne niedogodności korzystania z
prysznica.
Dzień
IV
Wybieramy się na
wycieczkę po miasteczku. Uzbrojeni w aparaty spacerujemy po spokojnych,
urokliwych uliczkach. Być może zbyt spokojnych dla
„starych” żeglarzy, dlatego
niektórzy postanawiają „zwiedzić” jeden
ze sklepów należący do sieci
popularnych marketów, a ja i Sandra wracamy na
„Dar Szczecina” z
mocnym postanowieniem
wykonania paru fotek naszego żaglowca. Słońce
miło grzeje i kusi, aby położyć się na pokładzie i …..
pospać. Marzenia o
błogim śnie przerywa powrót załogi. Kiedy wszyscy są już na
pokładzie
opuszczamy niemiecki port
i kierujemy
się do Świnoujścia. Wieczorem zawijamy do portu i ruszamy w
miasto….
Dzień
V
Ostatni
dzień na morzu. Każdy
myślami jest już w swoim domu, ale trzeba dalej wypełniać swoje
obowiązki. Nie
rezygnujemy z nich. W czasie rejsu nauczyliśmy się trochę dyscypliny,
posłuszeństwa wobec przełożonych; wyzbyliśmy się nieco samolubności,
okazujemy
więcej chęci do pracy i pomocy innym. Lepiej poznaliśmy naszych
szkolnych
kolegów, ale przede wszystkim lepiej poznaliśmy siebie. Nie
na darmo mówią, ze
podróże uczą. Tę kończymy zmęczeni, ale i z wielką ochota na
kolejną podróż –
kolejna przygodę.
Wilk
morski – Agnieszka Maćkowiak
LO
XI, kl. II LC
wrzesień
2010
październik
2010
13 października 2010
roku kolejni uczniowie naszego liceum
wzięli
udział w rejsie szkoleniowym –
tym razem
jachtem „Magnolia”. Pływaliśmy po
jeziorze Dąbskim i Regalicy.
wrzesień
2010
W
dniach 13 -17 września 2010 roku uczniowie
gimnazjum i liceum wzięli
udział w rejsie
szkoleniowym jachtem „Dar
Szczecina”.
Zawinęli
do portów
w Trzebieży, Świnoujściu i Uckermunde. Rejs
był okazją do sprawdzenia się w roli żeglarza, bosmana, sternika, a
nawet
kucharza i stewarda.